7767636.3

   Bohaterem filmu „Powidoki” jest Władysław Strzemiński, artysta, który nie poddał się socrealizmowi i doświadczył dramatycznych skutków swoich wyborów artystycznych.

Ostatni Film Andrzeja Wajdy – jednak czy można nazwać go dziełem ?

   Sztuka jest zmienna. Sztuka to świat widziany oczami artysty. Sztuka jest wolna.- przynajmniej powinna być. Jakiegokolwiek zamiaru nie miał Wajda „Powidoki”, to dzieło wątpliwej jakości, poruszające tematy, które spłycono ekstremalnie. Kim realnie był W.Strzemiński w którego wcielił się Bogusław Linda ? Malarz, teoretyk sztuki, twórca teorii unizmu. Człowiek przychylny poglądom Socjalistycznym. Mimo swych problemów życiowych nieustannie tworzył, nawet wtedy, gdy sam ówczesny Minister Kultury zwolnił go ze szkoły, którą Strzemiński założył. Film Przedstawia malarza w bardzo wyidealizowany sposób – jako cierpiącego w imię sztuki kalekę, gotowego walczyć z władzami słowem i swymi dziełami. Szkoda, że to tylko wyidealizowana wizja, która w założeniu miała być podstawą wspaniałej produkcji. Podstawa uległa zniszczeniu, a produkcja została bez chwalących ją określeń.

669907.1

   Ciąg logiczny wydarzeń przetrwał próby bombardowania go bezsensownymi wtrąceniami i scenami nie wnoszącymi do filmu nic poza „zapchajdziurami”.  Był sobie taki ktoś, kogo kochali studenci, który miał córkę lecz żył samotnie. I w sumie tyle po projekcji można stwierdzić na pewno. Ten film jest o niczym. Nie przyozdobiona wydmuszka stara się podkreślić geniusz i jednoczesny dramat malarza, co skutkuje patetycznym, nudzącym widza obrazem. Czy jest to film o sztuce? – W pewnym stopniu tak. Czy jest to film o zmianach w państwie Polskim?- Temat potraktowany po macoszemu, spłaszczony i robiący za tło historii to sprawa śmieszna. Czy jest to film o Strzemińskim?- Nie. Więc o czym jest film? Nie wiem. Wajda starał się wcisnąć tu wszystko. Od subtelnej negacji władz z czasów Strzemińskiego, aż do mrugnięć w kierunku współcześnie rządzących. Problem z odnalezieniem się w nowych realiach, walczy o czas z problemami dotyczącymi najbliższych czy studentów. Koniec końców, trudno stworzyć jakikolwiek obraz postaci, a momenty w których Strzemiński z flegmatycznej zamkniętej w sobie osoby zamienia się w „wykładowcę” , który wykład łupie w taki sposób jakby czytał go z kartki, a ilość słów na minutę przekracza ich liczbę z wcześniejszych 5-ciu, pozostawia wiele do życzenia  jakości prezentowanego scenariusza.

669898_1.1

   Nie ma się co produkować. Historia tutaj jest tak słaba jak herbata parzona 5 raz z tego samego woreczka. Logicznie się to trzyma razem, jednak ilość momentów w których zastanawiałem się co podkusiło twórców do takich, a nie innych wyborów przekroczyła moje najgorsze obawy. Film jest bardzo stronniczy i nie daje nam swobody. Wszystko chce uczynić czarno-białym mieszając jednak tak, że dane jest nam oglądać wszystkie odcienie szarości, poza kolorami kontrastującymi ze sobą – to męczy.

   W „Powidokach” wszyscy mają problem. Dosłownie. Od Ministra aż po córkę malarza. Wszystkich coś trapi. I każdy z tych problemów jest traktowany równo. Więc mamy tutaj katalog ludzkich problemów i zamiast postaci Strzemińskiego poświęcać uwagę to autorzy kierują ją na to, że dziecko buty ma rozdarte, czy to, że kolor kubraczka nie ten. Litości. Dramat ma być przejmujący i umiejętnie operować życiem bohatera, a nie robić dramat z wszystkiego. Plus do kolekcji niezrozumiałych zabiegów możemy jeszcze dodać tanie granie na emocjach widza. Kaleka zamknięty w czterech ścianach bez grosza przy duszy – biedny człowiek. Kaleka zamknięty w czterech ścianach bez grosza przy duszy z problemami wszystkich na głowie to już jest niemal Herkules wśród niepełnosprawnych, skoro udźwignąć może też tyle tragicznych historii.

   Dialogi są beznadziejnie napisane. Niejednokrotnie brzmią jakby były wyrwane z kontekstu, inne ucięte, a jeszcze inne zupełnie nienaturalne i nadzwyczaj nużące. Boję się myśleć w jakich męczarniach przyszło pracować Lindzie, który ewidentnie jest najbardziej pokrzywdzony z całego grona aktorskiego.

  669895_1.1

   Uważam, że gdyby nie spartaczona przez scenarzystę robota, Linda mógłby stworzyć jedną z najlepszych kreacji w swojej karierze. Pierwszy raz od dawna miał szansę zagrać zwykłego, szarego człowieka nie dzierżącego w swej dłoni pistoletu. Szansa ta przepadła, a wraz z nią przyszła na świat przerażająca hybryda dobrego aktorstwa połączonego ze szkolną akademią i wierszykami „wylatującymi” z ust występujących, niczym pociski z Kałasznikowa- byle skończyć. Zofia Wichłacz – to dziewczę urodziwe, które kilka razy już na ekranie pokazało, że jest kimś kogo lekceważyć nie można, jednak tutaj zagrała bardzo przeciętnie. Wręcz poniżej średniej. Reszta składu aktorskiego w swych krótkich występach nie zaprezentowało swoją grą niczego niezwykłego. Gwoździem do trumny „Powidowków” jest Bronisława Zamachowska córka Zbigniewa Zamachowskiego. Nie chcę być niemiły jednak uważam, że z daleka z nią od kamery i aktorstwa wystrzegać się jak ognia. Zero charyzmy, sposób mówienia robota i drewniane ruchy zniszczyły zupełnie to, co Wajda chciał pokazać. Relacja ojciec córka to jakiś kiepski żart, a dzięki tragicznemu występowi Zamachowskiej, Linda nie był w stanie uciągnąć scen w 4 oczy. Tragedia.

   Zarówno kamera jak i montaż są zupełnie średnie. Dosłownie. Nie dość, że fabuła nużąca to przejścia przez czerń i toporne tworzenie ujęć tak, aby nie było widać podkurczonej nogi Lindy- Tak podkurczonej, to wizualnie od strony technicznej jest to obraz zupełnie nijaki. Poprawny lecz nieatrakcyjny.

   Najlepszym elementem filmu jest scenografia. Ładna, choć równie monotonna co fabuła. Zabieg może zamierzony ale lekko dobijający i tak leżące już treści. Dodać do tego nie najgorsze kostiumy i mamy ładny obrazek w nieatrakcyjnej oprawce.

Muzyka – totalnie przeciętna. Pianino mające budować napięcie zlewa się z nijakością wizualnej strony produkcji. I tak oto upada całokształt.

669897.1

Podsumowanie:

   Wajda zapomniał chyba o tym, że Film to twór, który musi zgrać się ze sobą wieloma elementami. Zamysł pozostał zamysłem, a realizacja zostawiła dużo do życzenia. Z szacunku do mistrza ten film powinien być przemilczany – dosłownie. Linda miał racje niecenzuralnie  wypowiadając się o tym tworze. Jest zupełnie przeciętny. Ani zły, ani dobry – nijaki.

Moja Ocena : 5,27

Reklamy