Star Wars - Ostatni Jedi {Plakat}

   Rey (Daisy Ridley), która odnalazła Skywalkera na odciętej od świata wyspie, szkoli się pod jego okiem i okazuje się wyjątkowo pojętną uczennicą. Tymczasem Kylo Ren (Adam Driver), dokłada starań, żeby unicestwić siły rebeliantów. Po stronie rebelii znów walczą były szturmowiec Najwyższego Porządku Finn (John Boyega) i genialny pilot Poe Dameron (Oscar Isaac).

   Takich Gwiezdnych Wojen na pewno jeszcze nie widzieliście. Ale czy to dobrze… ? No… nie do końca.

   Nie jestem pewien co mam powiedzieć, bo takiego problemu z oceną nie miałem od bardzo, bardzo dawna… Jako fan gwiezdnej sagi (niemal od kołyski) czuję wewnętrzne rozdarcie. I rozdarcie to najlepsze słowo jakie mogę użyć. Z jednej strony mamy film, który miażdży gałki oczne stroną wizualną i poza małymi niedociągnięciami, naprawdę jest na co popatrzyć – z drugiej zaś fabuła, która wygląda trochę, jakby ktoś wpuścił za stery scenariusza fana po zażyciu, a raczej wypaleniu, substancji pochodzenia konopnego. Dlaczego ? Bo dostajemy gwiezdne wojny będące jednocześnie za krótkie i za długie. Tak oto zestawiony kontrast, niech posłuży jako przykład tego, jak ten film jest skonstruowany. Kiedy coś jest czarne, za chwile dostanie biały odpowiednik. Oczywiście przychodzi moment fuzji – i historia zmierza ku odcieniom szarości – i koniec końców nie wiemy, czy twórcy  robią sobie jaja ze spuścizny Lucasa, czy z aż takim dystansem podchodzą do projektu. Nie wiem – jednak czułem się dziwnie – bo niby uniwersum to samo ale klimat nie ten i postrzeganie Jedi jako „rycerzyków z laserowym mieczykiem” (i to jest realny cytat z filmu wypowiadany przez jedną z kluczowych postaci w której ustach staje się to ciosem dla oddanych serii fanów), mocno nagina całą otoczkę jaką na przestrzeni lat ukształtowały główne filmy z serii.

Star Wars-Ostatni Jedi (3)

   Po pierwsze i najważniejsze – czas. Film rozgrywa się bezpośrednio po wydarzeniach z epizodu VII czyli „Przebudzenia Mocy”. Ktoś zapyta – ale w czym to przeszkadza? Odrzekłbym, że w niczym, gdyby fabuła była skonstruowana w inny sposób. Czas przeszkadza w odbiorze, ponieważ od początku trwania filmu do jego końca w świecie filmu mija maksymalnie tydzień – przez przeskoki między planetami i to, że rzecz dzieje się głównie w kosmosie ciężko to określić. I prawdziwie oddany fan powie – w oryginalnej trylogii nie trwało to dużo więcej. Owszem – jednak tam nie było to owinięte wokół jednego wątku o którym mówić nie będę bo byłby to duży spoiler. Rian Johnson uderzył również w bardzo newralgiczne punkty fanowskich serc. Nie wiem dlaczego się zdecydował na pewne ruchy w fabule, ale sama Hybryda części V i VI (łącznie z intrygą) to za mało żeby zachwycić widzów, a kontrując to z treścią – naprawdę ciężko. Fabuła miesza mocno w poglądzie fanów i założeniach czarno-białych poprzedników. Przy recenzji „Łotra 1” wspominałem, że te odcienie szarości mi się podobają, jednak patrząc na to, co z tego wyszło w tym filmie, rozwijam myśl :

Czarno-biała fabuła mi się podoba – ale nie w głównej Linii fabularnej, która nawiązuje do treści poprzedniczek.

Star Wars-Ostatni Jedi (6)

   Pokazanie dwóch stron medalu jest świetne, tylko w tym wypadku naprawdę wybija mocno z rytmu niewymagającej Space Opery, jaką była początkowo saga Lucasa. Niedociągnięć jest masa, znajdą się nawet wątki obalające założenia pewnych elementów poprzednich części – i jak tu nie czuć goryczy, kiedy po dwóch latach czekania, uświetnionych naprawdę dobrym „Łotrem” dostajemy takie Bóg wie co. Tak – czuje się lekko oszukany i uważam, że spaprali epicko Hype jaki nakręciła VII część – o zmarnowanym potencjale nowych postaci nie wspomnę.

   Z drugiej zaś strony nie mogę nie podkreślić tego, że produkcja naprawdę mnie zaskakiwała. Chociaż pewnych wątków nie dało się przewidzieć, a ich pojawienie się ( jak już nadmieniłem) nie wniosło nic dobrego, to w 90% przypadków wszystko w pewnym momencie zostało przez twórców jakoś wyjaśnione i  przegadane przez postacie w mocno ekspozycyjnych linijkach.

Star Wars-Ostatni Jedi (1)

   Kolejny mankament ? Dialogi. Są bardzo w porządku jeśli chodzi o relacje między postaciami, potrafią czasem trzymać w napięciu; chociaż zalatują pompatycznym stylem ale na litość boską -DISNEY nie rób z tego komedii Familijnej. Serio- w Avengersach to siada bo jednak specyfika drużyny jest jaka jest, Piratów z Karaibów ta beztroska, wypruła z mrocznego klimatu żeglarskich mitów, a teraz to … Kabaret w kosmosie. To nie jest coś czego kiedykolwiek spodziewałem się w Gwiezdnych Wojnach (pomijając czarną owcę Jar Jar Binksa). Za dużo „Heheszków” wybijających z klimatu i za dużo banałów rodem z animacji Disneya.  Przykład ? Han Solo – szuler z charakterkiem, cwaniak którego dało się lubić. Finn – bufon z tendencją do autodestrukcyjnych zachowań czujący się bohaterem. Boyega jest świetną osobą – kiedy widzę wywiady z nim naprawdę potrafi rozbawić i ma dość cięty żart ale na ekranie zupełnie to nie styka.

   Kolejna rzecz której nie mogę odżałować w tej części jest to, że Miecz świetlny -czyli broń, która nie miała sobie równych w galaktyce, zostaje sprowadzona do rangi zwykłego kija. Dosłownie. Pojedynki z użyciem laserowej zabawki z reguły są wyrównane, a coś co mnie uderzyło w części VII -mianowicie patent, że szturmowiec z paralizatorem na kiju odpiera atak mieczem- jest tutaj sukcesywnie kontynuowany-strasznie przykra sprawa. O fantazji twórców już nawet nie wspominam … Popatrzcie na ten obrazek poniżej i zrozumiecie…Ja nie wiem  jak i czym tą kupę żelastwa zasilali.. ale no nie powiem – fantazje to oni mają.

k1YI9

    Aktorzy dali radę – jednak na pewno nie są to występy Oscarowe. Całe grono aktorskie poza kilkoma gorszymi lub lepszymi ogniwami dostało ode mnie po 7. Skąd taka ocena ? To są występy dobre ale w moim odczuciu np. grająca Rey Daisy Ridley zupełnie nie wykorzystała swoich możliwości. No i sam fakt, że nie widzimy jej tyle co w pierwszej części też swoje robi. Na pochwałę natomiast zasługuje Anthony Daniels – w roli C-3PO oraz Joonas Suotamo w roli Chewbacci -bo trzeba zaznaczyć, że po raz pierwszy w historii, rolę wielkiego futrzaka w 100% zagrał ktoś inny niż Peter Mayhew.

   O kostiumach kilka słów – Widać oddanie. Widać, że ktoś nad tym myślał godzinami a potem godzinami tworzył Make-Up itp. Ale jednej rzeczy nie mogę wybaczyć- Wdzianko Rey w którym prezentowana jest na plakatach tj.Czerwony płaszcz- nie pojawia się w filmie – osobiście czuje się oszukany. Nienaganna aparycja niektórych postaci po morderczych biegach itp. też niezbyt pomaga w odbiorze.

     Lokacji i nowych planet jest jak na lekarstwo bo praktycznie większość czasu spędzamy w kosmosie. Ja jestem typem, który uwielbia poznawać uniwersa i odkrywać ich zakątki – tutaj nie jest tragicznie ale czuje niedosyt lekko zrekompensowany wizualną stroną widowiska. Wykorzystanie prawdziwych miejsc na naszej planecie jako różnych planet, ukazuje nie tylko bogactwo naszej niebieskiej kulki, ale też skalę przedsięwzięcia. Oczywiście moim faworytem jest wyspa Luke’a,  czyli Skellig Michael -Irlandzka wyspa położona niedaleko brzegów tego państwa. Boli tylko to, że w nawiązaniach do trylogii Lucasa, poszli kilka kroków za daleko tworząc niemal kalki konkretnych scen i momentów, oraz scenografii, a to już ciut za dużo.

Star Wars-Ostatni Jedi (4)

 

   Cieszy mnie niezmiernie fakt, że twórcy nie uderzyli tylko w CGI ale zostali przy analogowych efektach specjalnych ewentualnie mieszając te dwa światy. Stworzenia powstałe jako makiety czy roboty, zostały zeskanowane i przeniesione następnie na ekrany komputerów, speców od animacji – i to widać. To naprawdę są analogi na najwyższym możliwym poziomie w tym momencie i dzięki temu świat przedstawiony jest żywy – w niego się wierzy i nie czuć tak popularnego od niedawna podejścia, że wszystko da się wykreować przez CGI.

   Ale na CGI też nie można narzekać – poza jednym małym elementem. Mianowicie ujęcia na Green-screenie są niesamowicie sztuczne. W tych kilku minutach – szczególnie na wyspie Luke’a animacja aż opływa postacie co daje paskudny efekt. Ale nie jest źle – jest bardzo dobrze. Średnia fabuła, rekompensowana jest niesamowitymi manewrami myśliwców i widowiskowymi młóckami w przestrzeni kosmicznej i nie tylko. Autorzy dbają o każdy- choćby najmniejszy szczegół i to należy docenić – nie patrząc na fabułę.

Star Wars-Ostatni Jedi (2)

   W tym całym gwiezdnym zamieszaniu porusza się oczywiście kamera. Nie jest to mistrzostwo świata ale poziom bardzo przyzwoity- przynajmniej o gwiazdkę wyższy od standardowych Blockbusterów. Gra szczegółów jakiej u Abramsa, ani w żadnej innej części nie jesteśmy w stanie uświadczyć. Spokojniejsza- bardziej wyrafinowana kamera no i oczywiście bardzo dużo planów totalnych – i mamy gotową świetną stronę wizualną. W ślad za nią podąża montaż. Osobiście uważam, że w montażu można by było jeszcze coś namieszać ale to i tak niebo, a ziemia w porównaniu z obecnymi standardami. Jest stworzony ze świetnym wyczuciem sytuacji i klimatu scen. No i uśmiech w stronę klasycznej serii – przepychane przejścia ? Super !

   Muzyka stworzona przez nikogo innego jak Johna Williamsa to klasa sama w sobie i myślę. że nie należy rozpatrywać jej pod kątem poprzedników. Lata mijają, kanony lekko się zmieniają, a Williams pozostaje taki sam. Widziałem różne zarzuty ale i tak uważam, że jako samodzielny Soundtrack stworzony specjalnie na potrzeby filmu, muzyka daje radę i chętnie przesłuchałem ją poza filmem.  Owszem – nie ma takiego kopa i w dużej mierze jest to wariacja starszych klasycznych motywów z Sagi ale czy nie w tym tkwi piękno ? W tym, że nawet muzyka stara się jak najlepiej oddać klimat oryginału ? Jak z głośników uderzył motyw przewodni to miałem ciary na rękach i wbiło mnie w fotel – to jest coś czego nigdy , żaden reżyser nie odbierze – to hype fana.

Star Wars-Ostatni Jedi (5)

 

Podsumowanie:

   Trzeba przyznać otwarcie – ten film stoi stroną wizualną ponieważ historia to kiepski i niewybredny żart uderzający w fanów serii. Jak przy VII mówiło się, że jest to część która połączy starsze i młodsze pokolenie fanów, tak spokojnie przy VIII można powiedzieć, że ten kto zwie się prawdziwym fanem będzie zawiedziony. Tak jak też wspomniałem – kilka wątków burzy to co zbudowały poprzednie części z serii, aczkolwiek o tym napiszę lub nagram kiedyś osobno.  Historii daję 5/10 z ogromnym kredytem zaufania – reszta to czysta nadzieja fana, wdzięczność za kilka nostalgicznych chwytów i zachwyt nad stroną wizualną. Mimo wszystko – jestem bardzo zawiedziony i chociaż ocena nie jest najgorsza to me serce krwawi, ponieważ Gwiezdne Wojny w tej chwili złapały w moim mniemaniu tendencje spadkową jeśli o jakość chodzi a Disney doi tą krowę jak tylko może i ze Space Opery z klimatem, robi kolejną serię familijną – jak się to kończy ? Oglądnijcie najnowszych „Piratów z Karaibów” – zrozumiecie czego się obawiam, mówiąc, że ta seria zostanie zarżnięta przez bardzo ograniczone perspektywy giganta z magicznego zamku.

Moja Ocena : 7,42

PS : Ta recenzja powstawała ponad tydzień… Naprawdę ta seria wiele dla mnie znaczy i chciałem ocenić ją sprawiedliwie.

Reklamy