Zimna wojna {Plakat}

   Utalentowany kompozytor zakochuje się w młodej członkini zespołu ludowego. Wielkie uczucie utrudniają jednak realia powojennego bloku komunistycznego.Historia wielkiej i trudnej miłości dwojga ludzi, którzy nie potrafią być ze sobą i jednocześnie nie mogą bez siebie żyć.

   Pawlikowski znów to robi – czaruje widza obrazem, który niepodobny jest do czegokolwiek we współczesnej polskiej kinematografii… Poezja Filmowa.

   Jestem oczarowany. Powiedzieć, że film mi się podobał, to jakby nic nie mówić. Produkcja Pawlikowskiego przepełniona jest elementami, które wspólnie, tworzą jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe doznanie. Potwierdzeniem tego może być fakt, że jest to pierwszy film, gdzie po włączeniu świateł przez obsługę kina, ludzie byli ciągle wpatrzeni w napisy końcowe, oszołomieni, niejako oczekując więcej – wyrwani w brutalny sposób z obrazu reżysera „Idy”. Ktoś może zarzucić mi, że wypowiadam się w samych superlatywach ale jak mam mówić inaczej, kiedy „Zimna Wojna” jest obrazem idealnym pod każdym względem. Realizacja, fabuła, gra aktorska – tu wszystko tworzy wyjątkowy klimat w którym widz się stopniowo zatapia aby w końcu zacząć analizować wszystko co widzi. Obraz Pawlikowskiego to gra symboli, jeszcze lepsza niż w jego oscarowym filmie.

   Niepozorny początek, ku mojej uciesze pozbawiony jest klipów sponsorów filmu, które niejednokrotnie w polskich produkcjach trwały kilka minut. Brak muzyki, czy jakichkolwiek odgłosów nagle zostaje przerwany, przez bardzo mocny, wręcz rozdzierający dźwięk instrumentu ludowego, i kadr ukazuje widzom wiejskich grajków – co ciekawe patrzą oni centralnie w światło kamery – czyli robią coś czego aktor w normalnej produkcji zrobić nie może, ponieważ złamałby wtedy 4’tą ścianę. Wzrok ten jest przeszywający. Chociaż na samym początku nie wiadomo jaki sens ma taki zabieg to kolejne sceny nadają mu kontekst. I tak Pawlikowski zaznajamia nas krok po kroku z postaciami i ich charakterami, idealnie balansując między czarno-białymi archetypami powojennych Polaków, a indywidualnym podejściem do każdej z postaci, rozwijając jej oryginalny i wyjątkowy charakter. I myślę, że jeden ze składników filmowej magii reżysera, polega właśnie na tym, że przeciętny widz może utożsamiać się z uczuciami bohaterów granych przez aktorów ale jednocześnie poznawać zupełnie nową, pełnowymiarową dobrze napisaną postać. Każdy przecież czuje – ale wszyscy na swój sposób to eksponują, i Pawlikowski tę zależność wplata w całokształt, niejednokrotnie bawiąc się emocjami widza. Robi to bez pardonu – ale z wyczuciem.

Zimna wojna {1}
Pawlikowski często wykorzystuje powierzchnie lustrzane aby poszerzyć plan lub urozmaicić scenę- niejednokrotnie w odbicie uzupełnia obraz – np. w tej scenie kilka sekund po dialogu tej trójki, wyraźnie widać, że wzrok Joanny Kulig skierowany jest na Kota, a on odwzajemnia spojrzenie..

   Scenariusz przedstawia historię dwojga ludzi, którymi targa jedno niesamowite uczucie – miłość. Autor scenariusza zawiera w tym jakieś prawdy o ludzkiej naturze, jako tło wykorzystując wydarzenia polityczne i realia panujące w powojennej Europie. Pokazuje nie tylko różne oblicza życia w bloku komunistycznym ale też odmienne postawy Polaków w nim żyjących. W ten sposób dostajemy obraz, będący jednocześnie piękną, choć trudną historią romantyczną wzbogaconą o historię naszego narodu podaną, jako uzupełnienie i podkreślenie tragizmu głównych bohaterów – czy to nie jest wyczyn, aby nie pretensjonalnie, a z wyczuciem opowiadać o Polsce Ludowej i świecie po wojnie, budując na tym klimat całokształtu ?  Nie podając niczego na tacy jak np. Wajda w „Powidokach”, Pawlikowski jedynie subtelnie sugeruje co powinniśmy myśleć, choć często pozostawia pewne kwestie bez odpowiedzi – z nimi trzeba się samotnie wewnętrznie rozprawić. Przeskoki czasowe mogą dezorientować ale są konieczne, a i stylistyka filmu nie pozwala na wymyślne podejście do montażu – przejścia przez czerń i proste łączenie scen, jedna po drugiej , bez wykorzystania wymyślnych technik, również tworzy klimat i buduje film stylistycznie kreując go właśnie na kino powojenne w którym to podobne zabiegi były na porządku dziennym. Trzeba odwagi, aby zrobić coś banalnie – szczególnie w nowoczesnej kinematografii.

   Mówiłem wcześniej o szczegółach i myślę, że wprawne oko niektórych widzów je dostrzeże. Niejednokrotnie jakiś dialog, jedna linijka, element scenografii czy budowa kadru, sugerują co dzieje się w głowach bohaterów. Obraz urozmaicany jest poprzez kadrowanie w najróżniejszy sposób co ukazuje, że znaczenie ma nie tylko postać ale też jej położenie w kadrze, a nierzadko symboliczny drobiazg np. element charakteryzacji jak chociażby Szyc w garniturze i gumiakach czy Kot bez krawata, który miał przed chwilą na sobie – to wszystko czyni ten świat jeszcze bardziej pełnym – pogłębia go nadając głębszy sens scenie i zachowaniom aktorów. Kamera głównie statyczna daje wspaniały efekt – to jest czysta poezja obrazu.

Zimna wojna {2}

  Dialogi są pełnowymiarowe. Nie brakuje im nic. Bardzo naturalne, ludzkie i prawdopodobne. Jeśli dodamy świetnie wykreowane przez aktorów postacie otrzymujemy kolejny element układanki, tworzącej jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat. Dialogi potrafią być mocne, surowe, przepełnione emocjami ale też spokojne, bardzo błyskotliwe, a zdarza się nawet, że zabawne. W tym miejscu warto powiedzieć o roli Joanny Kulig, która wciela się w nietypową Femme Fatale. Dlaczego nietypową? Bo to prosta wiejska dziewczyna, uciekająca przed swoją przeszłością, która potrafi jednocześnie być urocza, wredna i bardzo kobieca. Cieszy mnie to gdy widzę jak aktorka, znana mi głównie z przeciętnych seriali, okazuje się perełką rodzimego świata filmowego. Gra z gracją, jednocześnie jakby od niechcenia – niesamowicie naturalnie i swobodnie, całą sobą wyraża emocje, a jej charakterystyczna barwa głosu nierzadko dodaje pazura granej przez nią Zuli. Pochwały należą się również dla Tomaszowi Kotowi. Przyznam się szczerze- fan ze mnie żaden ale w „wojnie” pozytywnie mnie zaskoczył. Owszem „Bogowie” byli świetnym występem ale dopiero „Zimna Wojna” w pełni odczarowała mi tego aktora.  Jego postać również nie jest jednoznaczna, ciężko określić czy pozytywna, czy negatywna ale taki urok filmu. Szyc i jego Dyrektor to także świetna kreacja. Typowy członek partii, gotów na cokolwiek, byle tylko pan minister był zadowolony. Jednocześnie otrzymujemy „cwaniaczka”  – jednak nie takiego z „Wojny polsko-ruskiej”, a przebiegłego i o dziwo, umiejętnie wykorzystującego przeróżne okoliczności dla własnych korzyści. Kulesza gra tak naprawdę jedynie epizod – ale należy on do udanych, choć lekko przypomina mi ciotkę z Idy w bardziej anty-partyjnym wydaniu.

Zimna wojna {3}

  Warto zaznaczyć, że film potrafi zaskoczyć. To nie jest przewidywalny twór. Owszem, daje widzowi czasem coś do zrozumienia lub puszcza oczko wspomnianą symboliką ale nigdy nie podaje niczego na tacy zbyt wcześnie. Nierzadko wywraca przewidywaniami widza i z rzeczy pozornie dobrych tworzy mały dramat. Czy to nie sztuka,stworzyć fabułę w ten sposób w erze powtarzalnych Blockbusterów, czy scenariuszy kopiuj-wklej?

   Dodając do tego scenografię rodem z filmów Złotej Ery Hollywood otrzymujemy perełkę, która nazywa się „Zimna Wojna”. Niejednokrotnie banalna i minimalistyczna przestrzeń, skupia naszą uwagę na bohaterach, by zaraz po tym wrzucić ich w zatłoczoną salę bankietową wypełnioną tytoniowym dymem – Klimat się wylewa z ekranu.

   Wisienką na torcie jest muzyka i motyw powtarzany przez cały film w różnych aranżacjach. Tutaj miałem malutki zgrzyt z wersją Jazzową ale przyznam się szczerze, że nie był on aż tak dotkliwy, aby się nie podobało. Wszystkie inne elementy folkowe są wspaniałe ale aranżacje kolaboracji chór – orkiestra, przywodzą mi na myśl wstępy do bajek Disneya – piękne i rozgrzewające serce dziecka – naprawdę cieszę się że w XXI wieku ktoś ma jeszcze taką wrażliwość muzyczną by przenosić i przywoływać takie elementy ówczesnej kultury na ekran. Film oczywiście nie pozostawia złudzeń co do nawiązań do realnych grup czy postaci ale raczej delikatnie z nich czerpie, a nie kopiuje.

Zimna wojna {4}

Podsumowanie

   Powiem szczerze – film pozostawia niedosyt. Nie wiem czy przez to, że wciąga, czy może dlatego, że zakończenie przychodzi niespodziewanie wraz ze spojrzeniem obdartego z twarzy malowidła sakralnego. Ale Pawlikowski zamknął w 90 minutach niesamowite kreacje ludzi targanych emocjami na tle powojennej europy. Mistrzowski twór niemal z pietyzmem zamyka człowieka którym jest każdy z nas w tych właśnie postaciach. Idealnie wyważony i stworzony obraz- tutaj wszystko współgra ze sobą jak w szwajcarskim zegarku. Dobrze widzieć, że Oscar nie uderzył reżyserowi do głowy, a skłonił go tylko, do doskonalenia siebie bo tak właśnie fabularnie i wizualnie od „Idy” się stało.

 

Moja Ocena : 8,18 + ❤

Reklamy