Polityka [P]

   W „Pitbullu” Patryk Vega zajął się policją, w „Botoksie” wziął pod lupę służbę zdrowia, a teraz przyszedł czas na polską scenę polityczną. Co robią i jak zachowują się najważniejsi ludzie w kraju, kiedy gasną światła kamer i spadają maski? Jak władza i dostęp do publicznych pieniędzy wpływa na osoby piastujące najwyższe urzędy i pełniące obowiązki wobec Narodu?

O dziwo bardzo spokojny Vega, w przyprawionej patologią opowieści o politykach.

   Patryk Vega to człowiek, którego nikomu zainteresowanemu kinem nie trzeba przedstawiać. Reżyser tym razem obrał sobie na cel scenę polityczną w Polsce. W tym momencie pragnę zaznaczyć, że o samej polityce czy rządach nie mam zamiaru się wypowiadać. Moja wiedza na ten temat nie jest dobrze usystematyzowana, a samo słowo „polityka” kojarzy mi się ze skandalami i nagłówkami gazet świadczących jedynie o skrajnej niekompetencji rządzących.

Polityka [1]

   Vega obrał na celownik grupę idealną wręcz dla swoich patologicznych popędów rodem z paradokumentalnych seriali. Policjanci czy jednostki specjalne prezentowane w Pitbullu to grupa, której, chociażby w internecie się nie lubi. Lekarze i służba zdrowia ? Cięższy temat, bo tu znajdą się już osoby, które pałają czystą nienawiścią do tego grona, a i internet niejednokrotnie nie pozostawia suchej nitki na ludziach odpowiedzialnych za nasze zdrowie. Jednakże politycy ? Ideał. Ciągle na celowniku, pełni kontrowersji i skrajności ludzie, którzy słowo „afera” traktują jak chleb powszedni. Tu scenariusz pisze się sam. Z drugiej strony, film o politykach to wspaniała pożywka dla tłumów, którzy chętnie zobaczą tę grupę oczami wizjonera kina. Można pokusić się przecież o stwierdzenie, że reżyser stworzył już swój specyficzny styl, który łączy nie tylko szablon plakatu, ale i scenariusze oraz sposób tworzenia ujęć. No i właśnie tu pojawić się może zgrzyt, bo twórca odszedł od formuły znanej z poprzednich produkcji, opowiadając historię w sposób jakiego sam się nie spodziewałem.

   Idąc zapewne za przykładem mistrza Tarantino, Vega postanowił, że opowie historię, dzieląc ją niejako na rozdziały, rozgrywające się równolegle. Tak więc film pokazuje różne osobistości ze świata polityki w zbliżonym do siebie nawzajem czasie. Powiedzieć, że historie się ze sobą z czasem łączą to mocne nadużycie, ale zdarzają się momenty, kiedy do wcześniej zarysowanego obrazka otrzymujemy troszkę więcej głębi. Niestety – pomysł, chociaż niecodzienny i zdecydowanie odległy od standardów Vegi spala na starcie, gdyż historie najzwyczajniej w świecie są nierówne. Wątek pani premier jest na ten przykład błyskawiczny i niemal w zupełności wręcz oparty na internetowych memach czy skandalach, gdzie wątek Ministra MON jest dłuższy, przepełniony patologią charakterystyczną dla twórcy i myślę, że klarownymi nadużyciami.

Polityka [2]

   Fabuła w całokształcie waha się gdzieś pomiędzy trafnym i nawet zabawnym operowaniem utartymi już hasłami politycznymi a kontrowersją i zbędnymi wstawkami jak sex w biurze, czy nieustanne przyjmowanie substancji narkotycznych. W ten sposób film z komentarza dotyczącego polityki zagina się do formy karykaturalnego przedstawienia samych polityków i ich najbliższych. Gdyby Vega uniknął szukania taniej sensacji to scenariusz, mógłby naprawdę być lepszy. Szarpanie emocjami widzów i tworzenie amplitudy rozpoczynającej się zabawnym absurdem, po drodze spotykającej realną krzywdę człowieka, nie jest przesadnie wysublimowany, a i mocno szarpie samym filmem czyniąc go nieziemsko nierównym. Jednak należy przyznać – Vega i tak się wyraźnie hamował. Nie uświadczymy tu wodospadów przekleństw.

   Wizualnie Polityka nie odbiega specjalnie od innych produkcji reżysera – możliwe, że jest ciut bardziej stabilna operatorsko, ale wynika to nie mniej ni więcej z tematyki i poruszanych przez film zagadnień. Znalazło się jednak miejsce dla efektów specjalnych, co może zaskakiwać. Kostiumy są wyraźnie wzorowane na znanym nam politykach, mimo że sam reżyser zmienia wszystko – od nazwy stacji nadającej komunikaty aż po nazwy partii, tak więc podobieństwo jest „przypadkowe”. Najgorszą rzeczą w tym filmie są statyści – zwłaszcza ci z marszu i protestu. Wygląda to tak jakby ludzie, byli łapani dosłownie z ulicy nie wiedząc co tu tak naprawdę robią, a gdy pojawia się w zasięgu wzroku aktor sami nie wiedzą, czy mają do niego biec, czy robić coś innego i tak oto patrzą się na aktora, w kamerę – zapominając już co skandują.

Polityka [3]

   Aktorzy są tu różni – od zupełnie nijakich po naprawdę dobrze grających. Genialną rolą może pochwalić się Iwona Bielska. Niesamowicie żałuję, że jej bohaterka pozbawiona była własnego wątku. Daniel Olbrychski również zagrał świetnie. Patrząc na jego wystąpienie, miałem wrażenie, że on sam naprawdę nie do końca wierzy w jakim filmie przyszło mu grać i co robić. Antoni Królikowski również ciekawie poradził sobie z wystąpieniem, a akurat jemu przyszła najbardziej skrajna rola, jaka w tym filmie była do obsadzenia. Głupiego też trzeba potrafić zagrać czyż nie ? Niektórzy tak jak Andrzej Grabowski czy Zbigniew Zamachowski wydawali się wybitnie zagubieni w tym co i jak chcą pokazać. Ostatecznie więc wyszły z tego bardzo dziwne hybrydy.

   NAJWIĘKSZĄ ZBRODNIĄ jest niesamowicie bezpośrednia i okropnie wpleciona reklama. Lokowanie produktu przebiło już chyba sławne berlinki. Aktor dosłownie wyrecytował hasła reklamowe firmy Cinkciarz w sytuacji tak abstrakcyjnej dla tychże sentencji, że całe kino wykonało cichego facepalma.

Polityka [4]

Podsumowanie

  Ten film początkowo wydaje się chaosem, który z czasem nabiera kształtu i rumieńców. Ostatecznie jednak nigdy nie przyjmuje formy satysfakcjonującej. Zupełnie zbędne wątki zakrzywiły karykaturalnie obrazek i sprawiły, że ostatecznie jest to raczej forma nabijania się z polityków niż komentarz polityki w ogóle. Mimo że tematyka daje dużą szansę na sukces kasowy tak spodziewam się wielu niezadowolonych odbiorców – forma daleka jest bowiem od Botoksu czy Kobiet Mafii, a żart nierzadko opiera się na wiedzy politycznej, którą trzeba nabyć przed seansem. Współczuje bowiem tym dla których Patryk Vega to głos pospólstwa na kinowym ekranie, mówiący tylko prawdę. Świat już jest dziwnym miejscem – w umyśle Vegi, jest krainą patologiczną, w której nic nie jest ostatecznie normalne.

Moja Ocena : 4,19/10

Reklamy