To- Rozdział II (It - Chapter Two) [P]

   Zło wkrada się do miasteczka Derry położonego w stanie Maine co 27 lat. „To: Rozdział 2” ponownie gromadzi znanych nam z części pierwszej, dorosłych już bohaterów, którzy spotykają się prawie trzydzieści lat po wydarzeniach przedstawionych w filmie „To”.

Kolejny rozdział, kolejna szansa – jakie efekty ?

   TO jest bez wątpienia jednym z większych fenomenów popkulturowych ostatnich lat. Ciężko przecież znaleźć fana horrorów, który nie byłby zaznajomiony z tym tytułem. Stephen King pisał oryginał książkowy przez 4 lata, a jego pierwsze wydanie w 1986 r. nie przeszło bez echa. Trudno się dziwić, książka ma bowiem ponad 1000 stron i kilka mocno kontrowersyjnych wątków (jakie nie pojawiły się filmie z uwagi na ich drażliwe treści związane, chociażby z kontaktem płciowym nieletnich). Przy okazji myślę, że warto wspomnieć, iż książka została napisana w czasie gdy King regularnie brał kokainę – jak sam mówi, mniej więcej w okresie od 1978 do 1986 robił to regularnie. Tak oto Pennywise i klub frajerów wszedł do popkultury, a kokainowe wizje Kinga przyjęły formę książki i miniserialu z 1990 roku.

To- Rozdział II (It - Chapter Two) [1]

    Pennywise pojawia się w Derry co 27 lat. Równo 27 lat po premierze pierwszej adaptacji powieści, pojawiła się nowa, której to drugi rozdział dziś skomentuje. Niezależnie od tego, czy był to zabieg zamierzony i oddany w ręce największych fanów, czy też przypadek, dane nam było powrócić do Derry i przeżyć na nowo historię paczki przyjaciół walczącej ze złem. Recenzji części pierwszej nigdy nie napisałem – oglądałem ją z dość mocnym opóźnieniem, jednak warto w tym miejscu zaznaczyć, że okazała się dla mnie mocno przereklamowana (o czym myślę, jeszcze kiedyś napiszę). Myślę, że na drugą część znaczna część widzów czekała z ciekawości jak zakończy się historia, która przecież zaczynała się bardzo niewinnie. Sam miałem swoje oczekiwania, ponieważ, nie ukrywam, że mimo swoich wszystkich wad TO z 1990 roku przypadło mi do gustu i chciałem zobaczyć, jak twórcy poradzą sobie z fabułą 29 lat później. Dostałem dokładnie to, czego się spodziewałem z kilkoma bonusami. Powiem szczerze, że unikam seansów przedstawicieli horroru w kinie. Bardzo często spotykał mnie scenariusz, który rysował się tak: grupa znajomych przychodzi na film, po czym komentuje każdą scenę, aby rozbić napięcie kształtujące się poprzez różne zabiegi filmowe. W ten sposób każdy – nawet najlepszy horror- stanie się katorgą. W przypadku TO dałem jednak sobie szanse i udało mi się jakimś cudem trafić na salę kinową na wyłączność.

To- Rozdział II (It - Chapter Two) [2]

   Przede wszystkim na dobry początek zacznę od tego, co; zapewne, przede wszystkim przyciąga widzów do tego filmu – Horror. I tu należy się zatrzymać na chwilę i mocno zastanowić nad tym, czy ten tytuł w ogóle można klasyfikować jako pełnoprawny horror. Dlaczego ? Odpowiedź jest banalna – ten film nie jest w stanie przerazić. Gary Dauberman tworząc scenariusz w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób, podszedł do zagadnienia strachu bardzo oszczędnie. Tak też otrzymujemy sceny, w których napięcie narasta stopniowo, ale jednocześnie znaki na ekranie i w głośnikach mówią, że powinniśmy się spodziewać czegoś mocnego za chwil kilka. W ten sposób praktycznie każda scena jest obudowana tymi poduszkami łagodzącymi przerażenia, jakie niewątpliwie mogłyby wywołać poszczególne momenty. I tak poza nielicznymi jump scare’ami nie uświadczymy zbyt wiele zabiegów horrorowych zarówno starej, jak i nowej szkoły. W tej materii zdecydowanie grzechy jedynki pozostały grzechami dylogii. Odbija się to oczywiście na fabule, która momentami staje się tak klarowna i po prostu przewidywalna, że ciężko nie westchnąć ze smutkiem – chciałbym, żeby ten film momentami trzymał widza za gardło, a nie jedynie niepokojąco na niego spoglądał.

   W tym też momencie dochodzimy do prostego, ale jakże krzywdzącego dla tego filmu wniosku, że zarówno pierwsza, jak i druga część są zdecydowanie bardziej mroczną przygodówką z elementami horroru niż horrorem samym w sobie. Nie ciężko przecież porównać ten film do kultowego w niektórych kręgach Stand By Me, mamy paczkę oddanych sobie przyjaciół i ich życie naznaczone przez morderczego klauna, ale nie zawsze kręcące się wokół niego. Ten film to przede wszystkim opowieść o dorastaniu i zaskakująco przyjemna podróż – zaskakująco, bo jednak spodziewalibyśmy się czegoś przerażającego. Fabuła się nie śpieszy – krok za krokiem przebywamy drogę każdego z bohaterów i składamy puzzle w jeden pełny obrazek. Już sam wstęp – mimo że mocny sugeruje kierunek, jaki obiera film, a jest to kierunek opowieści, a nie przepełnionego tanimi straszakami filmidła. Muzyka autorstwa Benjamina Wallfischa to solidny twór, posiadający kilka bardzo przyjemnych smaczków. Żałuję jednak, że tak mało operuje ona budowaniem napięcia, jak powinna. Klarownie jednak Andy Muschietti, jak i Stephen King chcieli zawrzeć w tym filmie coś więcej niż tylko strach i tak otrzymujemy efekt wciągający fabularnie historią, która jest naprawdę dobrze skonstruowana – traci jednak na wspomnianej przeze mnie kastracji gatunkowej.

To- Rozdział II (It - Chapter Two) [3]

   Muszę przyznać, że obsada zadowala mocno, ponieważ aktorzy są dobrani genialnie swoich ról. Najlepszym wyborem było obsadzenie Billa Hadera w roli Richiego Toziera, przez niebywałe i bardzo wiarygodne bycie starszą wersją Finna Wolfharda. Aktorzy spisali się dobrze, ale też nie jestem nieziemsko ukontentowany. Dziecięce wersje były średnie, gdzie dorosły klub frajerów przebijał je doświadczeniem, które jedynie momentami dawało osobie znać. W ten oto sposób lekka poprawa dynamiki postaci względem części pierwszej nie była w stanie przebić się wystarczająco dobrze. Oczywiście Bill Skarsgård w roli Pennywise’a to genialna sprawa, ale tego znów było za mało, nad czym też ubolewam – mimo wszystko jest to postać mocno intrygująca i chciałbym jej więcej.

   To na co należy zwrócić uwagę, a co jednocześnie jest bonusem do moich spodziewań jest genialny – naprawdę genialny montaż. W tej materii ten film bije na głowę niejedną produkcję – pokusiłbym się nawet na stwierdzenie, że niejedną nagradzaną za montaż produkcję. Kto wie – może nawet TO otrze się o Oscary, aczkolwiek w tej kwestii wolę się nie produkować – zobaczymy co czas przyniesie. Film płynie dzięki montażowi, ale budowa kadru i sama operatorska strona też swoją robotę robi. Scenografie oczywiście uświetniają to wszystko i kilka miejsc autentycznie mogło przyprawić o gęsią skórkę. Animacja to bardzo przyjemny standard Hollywood i nie spodziewałem się niczego więcej w tej kwestii. Nie jest przeciętny, bo swoje robi, ale też nie można powiedzieć, że wyrywa z kapci, Gdy to wszystko przyprawimy efektami specjalnymi można czerpać ze strony wizualnej naprawdę wiele – tak jak i ja sam czerpałem.

To- Rozdział II (It - Chapter Two) [4]

Podsumowanie :

   TO ciężko określić jako horror. W swoim gatunku jest raczej klaunem, jednak jako propozycja, dla ludzi, którzy w horrorach stawiają pierwsze kroki jest dobrym przełamaniem pomiędzy znanym z innych gatunków budowaniem fabuły a elementami strachu. Ten film przede wszystkim tworzy historia, a nie zawarte w niej ładunki strachu i mimo że czuć, iż coś wisi w powietrzu nie można w żaden sposób powiedzieć, że jest to napięcie – w moim przypadku była to ciekawość. Bo mimo wszystko TO ma w sobie coś intrygującego i wciągającego – do tego stopnia, że niebagatelne 2 godziny 49 minut minęły bardzo szybko i przyjemnie, mimo że to określenie nie do końca jednak fituje ze strojem klauna mordercy i jego zamiarami.

Moja ocena : 6,18/10

Reklamy